Radio Erewań nadaje ....
Pytanie do radia:
- Jaka jest definicja "wymiany opinii"?
Odpowiedź:
- Kiedy idziesz do szefa ze swoja opinia, a wychodzisz z jego.

Górski Karabach



Ładunek wybuchowy, umiejscowiony w sercu Kaukazu Południowego, na pierwszy rzut oka przypomina oazę ciszy i spokoju. Podróżnych wita niespieszną kontrolą. W budce umiejscowionej zaraz za przepięknym widokiem korytarza laczyńskiego znajduje się straż graniczna. Lecz to wydaje się zbyt wyniosłym określeniem. Nikt nie pokusił się nawet o szlaban. Bardziej z grzeczności, niż realnego przymusu, kierowcy, mijając dwa progi zwalniające, zatrzymują się do kontroli. Po przeglądzie paszportów i ręcznym spisaniu danych, powitani zostajemy w Republice Górskiego Karabachu.

Drogą, wiodącą serpentynami, leniwie zbliżamy się do Stepanakertu, stolicy nieuznawanej przez żaden kraj świata. Podczas naszej podróży napawamy się widokiem zapomnianych przez ludzi miejsc i szczytów jeszcze nie zdobytych przez turystów. Melancholijny klimat surowych krajobrazów przerywają komentarze kierowcy. Nad głowami mijamy stalowe liny, na których rozbijać się miały azerskie bombowce, schodzące poniżej zasięgu radarów. Wojna i niepokój, mimo że niewidoczne, ciążą zarówno na przeszłości, jak i przyszłości tego zapomnianego przez Boga i ludzi miejsca.

Wydarzenia dotykające tych terenów niejednokrotnie miały krwawe konsekwencje. XX wiek przyniósł pierwsze zatargi, które systematycznie podnosząc napięcie doprowadziły do wojny. Sytuacja polityczna, różnice religijne i kulturowe oraz zatargi na tle etnicznym poskutkowały emigracją Azerów poza obszar Karabachu.
Górski Karabach
Mimo otwartości i przyjaznego charakteru Ormian, którzy stanowią dziś zdecydowaną większość mieszkańców, przemierzając kraj, trudno oprzeć się wrażeniu, że coś wisi w powietrzu. Na głównym deptaku w stolicy podczas niedzielnego popołudnia spotkanie człowieka spędzającego czas w barze lub kawiarni graniczy z cudem, chyba, że jest wojskowym, których tu nie brakuje. Na żołnierza natknąć się można wszędzie, o każdej porze dnia i nocy.

Fakt ten przestaje dziwić, gdy przekroczymy góry i znajdziemy się na równinnej części Karabachu, skąd już tylko przysłowiowy rzut beretem do granicy ze zwaśnionym Azerbejdżanem. Miejsca kiedyś tętniące życiem dziś przypominają raczej opustoszałe pole bitwy. Budowle z białego kamienia, nadgryzione zębem czasu oraz chęcią pozyskania darmowego budulca, nawiedzane są tylko przez wiatr i samotne drapieżne ptaki. Wśród ruin widać domy mieszkalne, pomniki, świątynie. Wszystko to przeplata się z porozrzucanymi gdzieniegdzie bunkrami.

Dopełnienie postapokaliptycznego krajobrazu stanowią unieruchomione czołgi oraz wozy opancerzone, które swój ostatni spoczynek odnalazły między azerskimi wioskami. Towarzystwa dotrzymują im spalone wraki cywilnych samochodów - pozostałości po dawnych mieszkańcach oraz wspomnienie konfliktu, który przybrał zapierające dech w piersiach formy.

Piętno przeszłości, jest tym, co przyciąga nielicznych turystów w tereny Górskiego Karabachu. Ci, którzy poszukują monumentalnych budowli, pereł architektury, nie zapuszczają się w tak odległe zakątki. Miejscowi kochają swoją małą ojczyznę i przy każdej możliwej okazji zachwalają będące powodem do dumy świątynie w Szuszi, Gandzasar, które niczym nie odstają od świątyń leżących na terenie właściwej Armenii.

Z całą pewnością tym, co nadaje Karabachowi jedynego i niepowtarzalnego klimatu, jest historia, pozostałe przymioty muszą zaakceptować jej bezkonkurencyjność i oddać jej prym. Dopiero w jej świetle dostrzegamy magię otaczających nas miejsc. Nie przeczą temu zresztą sami mieszkańcy, którzy na urlop, zakupy, do lekarza- jeśli tylko mogą, wyjeżdżają do Erewania. Dla większości mieszkańców Karabach jest tylko prowincją, nie poczuwają się oni do bycia wyłącznie jego obywatelami. Armenia jest krajem, w skład którego wchodzi ich rejon. To co widnieje na mapach, jest sprawą drugorzędną. Mimo tego, że rejon ten jest biedny, nikt nie myśli o opuszczeniu rodzinnych stron. Na pewno nie jako przegrana strona w konflikcie z sąsiednim Azerbejdżanem.
Górski Karabach
Dla człowieka cywilizacji Zachodu wojna wydaje się czymś nierzeczywistym, odległym. Karabach natomiast żyje w stanie hibernacji między zakończonym a nadchodzącym konfliktem, bo co do tego, że kolejny nastąpi, nikt nie ma wątpliwości. Nie da się bowiem kupić pokoju za cenę honoru, a tego nie brakuje żadnej ze stron. Obie zresztą mają swoje racje, co utrudnia rozwiązanie sprawy. Niestety, czasy, gdy chrześcijańskie wioski żyły w sąsiedztwie muzułmańskich, bezpowrotnie odeszły w zapomnienie. Pozostała tylko nienawiść i chęć zwycięstwa, które jak na razie leży po stronie Ormian. Czy jednak tak będzie do końca - czas pokaże.

Dziś ludność Karabachu cieszy się wolnością, a swoją radość chętnie dzieli z podróżnymi. Nie jest niczym niezwykłym sytuacja, w której przypadkowy samochód zatrzymuje się, aby zaoszczędzić turyście trudu pieszej wędrówki, nawet jeśli zmierza w przeciwnym kierunku. Rzadko takie spotkanie kończy się bez chociażby krótkiego postoju na kawę bądź lokalne owoce. Ormianie, jako naród ceniący człowieka wyżej niż pieniądze, ugoszczenie przybysza traktują jak pozycję obowiązkową takiej znajomości. Co za tym idzie, na owocach często się nie kończy i całe wydarzenie przekształca się w wielogodzinną biesiadę. Lud ten szczególnie umiłował sobie taki właśnie sposób spędzania czasu. Gdy tylko nadarza się ku temu możliwość, wyjeżdżają za miasto, by tam usmażyć tak lubiany przez nich szaszłyk, ugotować raki i skropić to wszystko alkoholem własnej produkcji, spośród którego godnym polecenia jest wino z owoców granatu.
Jeśli dodamy do tego czyste górskie powietrze i nieskażoną komercją mentalność, szczęście odnajdujemy w bardzo prosty sposób.
Tak oto w sielskiej atmosferze na chwilę zapomnieć można o Bożym świecie. Nawet o tym, że w rzece, nad którą jesteśmy, spoczywa wrak samobieżnej haubicy…


Informacje praktyczne

Aby wjechać do Górskiego Karabachu potrzebna jest wiza. Wyrobić ją można w Erewaniu, lub już na miejscu w Stepanakercie. Ja korzystałem z pierwszej opcji. Należy odnaleźć ambasadę na ulicy Zarian 17 A. Po uiszczeniu opłaty i podaniu danych, za kilka godzin lub następnego dnia dokument jest gotowy do odebrania. Istnieje możliwość uzyskania wizy na osobnej kartce papieru, nie w paszporcie. Rozwiązanie to polecam, gdyż posiadając wizę Karabachu nie zostaniemy wpuszczeni do Azerbejdżanu. Informacje wpisane w dokumentach nie są bardzo zobowiązujące, prawdopodobnie nie zostaną zweryfikowane. Nieprawdą jest natomiast, że z wizą wyrobioną w Erewaniu należy się zgłosić do Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Stepanakercie. Można natomiast dopiero tam wyrobić wizę, bez niej nie wyjedziemy. Potrzebne jest zdjęcie.
Górski Karabach
Dla posiadaczy własnych samochodów wjazd prawdopodobnie nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi formalnościami/opłatami. Po samym Karabachu kursują liczne taksówki, które mogą nas zawieźć nawet ze Stepanakertu do Erewania. Osobiście podróżowałem autostopem. Możliwe było także złapanie marszrutki - trzeba tylko pamiętać, że do zakupu biletu na dworcu może okazać się niezbędny paszport

Noclegów najlepiej szukać w okolicy dworca. Kierowca, któryś z pracowników lub ludzi przesiadujących tam najpewniej wskaże nam adres, pod który należy się udać, aby wynająć kwaterę. Będzie to raczej prywatne mieszkanie niż hotel.

Dostępność towarów - przynajmniej tych pierwszej potrzeby - jest porównywalna z terenem właściwej Armenii.

Niektóre miejsca nie są dostępne dla ludzi spoza Armenii i Karabachu np. Aghdam - opuszczone miasto, będące kwintesencją opisanych zniszczeń. Należy ono do strefy buforowej, stacjonuje tam wojsko. Obowiązuje zakaz wstępu dla turystów.

Górski Karabach jest miejscem godnym polecenia podróżnikom, którzy pragną uciec od miejskiego zgiełku, miejsc tłumnie odwiedzanych przez turystów i skomercjalizowanych. Spokój, małe miasteczka, górskie krajobrazy, otwarci ludzie i ciekawa historia zachęcają do odwiedzin. Idealny dla tych, którzy poszukują w podróżowaniu czegoś innego… Należy jednak pamiętać, aby sprawdzić wiadomości z rejonu przed wyjazdem. Sytuacja polityczna może się szybko zmieniać.





Po zdjęcia oraz film z całej wyprawy zapraszam na www.dzemtruskawkowy.blogspot.com

Krystian Dąbrowski







Zapraszam do komentowania...

Pseudonim:
Publikuj
Pozdrowienia z Kaukazu